Jest tak, że w jednej chwili upadają wszystkie te uczucia i stany, w których jesteś najszczęśliwsza. Mogą one przecież trwać, ale to tak mało trzeba by zniweczyć każdą cholerną cegiełkę budującą miłość. I to tak strasznie za każdym razem boli, gdy tracisz grunt pod nogami, nie wiesz już czy jesteś bezpieczna, czy ktoś cie ochroni, czy jesteś kochana... Upadasz. Znikło wszystko na czym opierałaś swoje życie, swój dotychczasowy plan na przyszłość, co dawało ci wszystko potrzebne do egzystowania. Nagle jak przed śmiercią przelatują ci przez głowe myśli.. Każda rani boleśnie przypominając ci jak było cudownie, jakie najlepsze słowa usłyszałaś, jak położyliście kolejną cegiełkę dzięki której zaufałaś i oddałaś swoje serce.. Kochałaś.. Tak bardzo, do zapomnienia. Ufałaś i potrzebowałaś jedynie jego by zapomnieć o każdym innym problemie. Nie wierzyłaś przy nim że istnieje zło, a on był oparciem, którego tak łaknęłaś będąc samą. Dziś przypominasz sobie wszystko i boisz się, że to co było najważniejsze uciekło. Znikło gdzieś i już nie wróci. Zaczynasz wątpić, że jesteś jeszcze dla niego kimś ważnym, a już słowo kocham wydaje ci się wzięte z choinki. Potrzebujesz jak ryba wody jego ramion, silnych, które utrzymają ciebie i ust, nie nachalnych ale tych przelewających miłość. Życie oddałabyś by właśnie w takiej chwili powiedział ci jak wiele dla niego znaczysz i jak bardzo cie potrzebuje. A on w tym momencie bez słowa odchodzi...
Jest to dla ciebie mały koniec świata, bo niby wszystko się kręci, ale jego nie ma...
I jak żyć, bojąc się kolejnego dnia... bez niego...?