Dostał mi się w ręce ostatnio pewien artykuł. Zaciekawił mnie dosyć mocno i temat w nim poruszony chciałabym także wykorzystać. W końcu każdy ma swoje zdanie.
Otóż wszędzie rozpisują się na temat uczuć kobiety, których być nie powinno, bo są one ZŁE. Zastanawia mnie fakt, dlaczego ktoś odważa się oceniać nasze, czyli kobiece uczucia. Żadne z nich, gdy pomaga nam, lub wywiera na nas dokładnie pozytywny w skutkach wpływ nie może być nazwane negatywnym lub co gorsza złym. Racja, kobiety są złośliwe, bywają wredne, złe, itd, ale zawsze każde z tych uczuć jest czymś wywołane i ma na celu obronę kobiecej strefy, takiej granicy po której zostaje się zniewolonym albo ubezwłasnowolnionym. A zazdrość? Kochani, przecież gdyby kobiety jej nie okazywały, głównie ze względu na partnera, to po czym poznać że im na nim zależy? Po gestach i po tym, że pozwalają mu na wszystko? No heej, ale nie popieram czegoś takiego. Jeśli ja się z czymś ewidentnie źle czuję, to chyba mam prawo prosić o zmianę zachowania mojej drugiej połówki. Nigdy nie byłam kobietą, która na wszystko by się bez zastanowienia godziła. Mam swoje uczucia, granice, których nie wolno nikomu przekraczać, swoją prywatność, swe zainteresowania i znajomych. Mogę się tym oczywiście według uznania dzielić, ale nigdy bym się nie zgodziła na wchodzenie na siłę w te moje strefy a już tym bardziej bez mojej zgody. Nie zamierzałam też nigdy zamykać się z swoimi sprawami, bo przecież nie o to tu chodzi. W miarę jak zaufanie w związku wzrasta, jak najczęściej chciałabym się tym „moim” dzielić z facetem. No i przede wszystkim moje nie, znaczy nie. Chyba, że nie mówię dosłownie nie, bo wtedy nawet ja muszę się zastanowić czego chcę, a to już bywa trudniejsze..
Więc wracając do tematu, dla mnie zazdrość nie jest zła, ona określa to co czujemy właśnie wtedy, gdy nasz ukochany patrzy na inną kobietę, poświęca jej zbyt wiele zainteresowania lub co gorsza flirtuje z nią. Tym uczuciem jest złość. Oczywiście uzasadniona, gdyż same przestajemy się czuć pewnie, wątpimy we wszystko i nagle stajemy się dziwnie zagubione w sytuacji. Kobieta jest z natury istotą, która potrzebuje mnóstwa zapewnień o uczuciu jakim ją darzy jej mężczyzna, dowodów na te uczucie i czułości. A zainteresowania także. Może to i trochę egoistyczne podejście, ale cóż zrobić, że większość z nas jest nieufnych, dopóki nie jest pewnych że coś ma na zawsze. A właśnie uczucia są czymś czego nigdy nie możemy być pewni, dlatego tak ważne jest by nasz facet stawał na wysokości zadania i przynajmniej raz na dzień mówił coś miłego, raz w tygodniu zapewniał o oddaniu i uczuciach jakie do nas żywi, a raz w miesiącu rozpieszczał chociażby kwiatkiem. Nie mówiąc już, że przy znajomych powinien manifestować (tak, manifestować), że jesteśmy jego, jego, jego na dodatek najważniejszą kobietą i znów jego. Właśnie o takim traktowaniu marzą kobiety, a gdy któraś go doświadcza, jest w siódmym niebie i w koło chwali się swoim cudownym mężczyzną. Te inne też, czasem przy koleżankach swego lubego pochwalą, ale to już nie jest to, nie z tym błyskiem w oku i nie z taką ekscytacją.
Wiele by o tym pisać, ale nigdy nie oddam wszystkiego o czym myślę. Tak więc podsuwam link do artykułu na onecie, może nie opisuje identycznie moich odczuć, ale sprawy w nim poruszane po części można z moimi poglądami utożsamiać. Poza tym jest świetny.
Link: http://zdrowie.onet.pl/psychologia/to-nie-zazdrosc-to-kobieca-zlosc,1,4805061,artykul.html
No a mój facet mimo wielu wad, ale też wielu zalet, jest przecież wspaniały.
Reszta przyjdzie z czasem.